Płaczę bo łzy przynoszą ukojenie, ulgę w smutku i cierpieniu, pomagają pogodzić się z okrutną rzeczywistością. Czasami gdy są tak bardzo złe dni jedynie one wydaja się być pocieszeniem, a jednocześnie pomagają odnaleźć w sobie uczucia. Są tak prawdziwe i szczere. Jest też rodzaj łez, które świadczą o szczęściu… moje jednak takie nie są… a Ty jesteś szczęśliwa?
- Nie wiem… chyba nie…- w moim życiu nie ma uczuć więc jak mogę być szczęśliwa… (pomyślała)
Nie wiedziałam jak rozpocząć. Umieściłam fragment tekstu, który pojawił się już na moim facebooku.
Łzy ? Czym one tak naprawdę są ? Olbrzymia rzesza ludzi odbiera je jako oznakę słabości. W takim razie czy jestem człowiekiem pozbawionym siły i wiary w siebie ? Niekoniecznie. Nie ma sensu ukrywać, że należę do osób niezwykle wrażliwych. Nie czuje się z tego powodu gorsza. Wręcz przeciwnie, akceptuje siebie taką jaka jestem. Nie duszę w sobie emocji, nie rozmyślam nad nimi. Siadam po prostu wieczorem , z kubkiem czegoś gorącego, włączam ukochane piosenki, płaczę , wyrzucam z siebie wszystko w taki właśnie sposób.
A co sprawia , że nie wstydzę się tego ? Czy lepiej byłoby abym wyżyła się na najbliższych ? Zaczęła krzyczeć, obrażać, wyzywać i jednocześnie ranić. Czy wtedy poczułabym ulgę ? Tą natychmiastową na pewno, ale co z tego skoro kolejnego dnia dręczyłyby mnie olbrzymie wyrzuty sumienia. Swoim zachowaniem sama stworzyłabym sobie kolejny nawarstwiający się problem jakim było by zranienie drugiego człowieka. Po co do tego nawiązuje. Spotkałam się nie dawno z sytuacją , gdy najbliższa mi osoba, poczuła się urażona z mojego powodu. Jednak mimo wszelkich pytań wolał dusić to w sobie, zamiast wytłumaczyć o co tak naprawdę chodzi. W związku z tym narodził się poważny konflikt, który na szczęście w ostatniej chwili został rozwiązany. Chciałabym Was prosić o zastanowienie się czy nie warto się czasami zwierzyć rodzinie, ukochanej osobie, PRAWDZIWYM przyjaciołom. W wielu sytuacjach bardzo pomogą, wskażą prawidłową drogę. A co najważniejsze udzielą olbrzymiego, potrzebnego, dającego motywację wsparcia.
To tak tytułem wstępu. :)
Postanowiłam założyć tego bloga , ponieważ potrzebuję miejsca, w którym będę mogła podzielić się moimi rozważaniami i przemyśleniami. Jest to pewien rodzaj mojego pamiętnika, jednak ten powiernik udostępniam rzeszy internautów , którzy będą chętni by mnie poznać, lub w przypadku moich znajomych po prostu prześledzić co się dzieje w moim życiu. Nie będę tutaj zdradzała szczegółów mojej egzystencji . Pozwolę sobie udostępnić to co uznam za stosowne, to co nie naruszy mojej prywatności zbyt mocno. Nie jestem osobą zbyt systematyczną także nie mogę obiecać, że będę tutaj zaglądała z dużą systematycznością. Często też po prostu nie miałabym już z czasem o czym tutaj napisać. Jak pewnie się zorientowaliście mam na imię Ania. Uczę się w pierwszej klasie Technikum Logistycznego w Rawiczu. Swoją przyszłość chciałabym związać , ze służbami mundurowymi ,tak jak dziadek i tata. Czas wolny uwielbiam spędzać przy dobrej książce a także z przyjaciółmi na dobrej zabawie. Aktualnie każdy weekend spędzam z Ukochanym Mężczyzną, za którego jestem bardzo wdzięczna tym, którzy kierują moim losem.
Dzisiejszy dzień dość rutynowy. Spędziłam go w domu. Poranny spacer z psem, domowe porządki. Po południu nareszcie wzięłam się za naukę j.angielskiego , co nie przychodzi mi ostatnio łatwo. W szkole pasuje mi większość nauczycieli , jednakże sposób nauczania Pani od tego przedmiotu nie przemawia do mnie. Nie rozumiem zbyt wiele i po prostu nie umiem się nauczyć. Tak jak ze słówkami nie mam najmniejszych kłopotów , to jak już dojdą czasy - zaczynają się schody. Teraz spędzam niezwykle miło czas konwersując z przyjaciółką na facebookowym czacie :) Także nie rozpisuję się bardziej, ponieważ chciałabym żeby ktoś to, w ogóle przeczytał. Jak wiemy coraz mniej osób lubi to robić. Wolę nie ryzykować od samego początku. Pozdrawiam Gorąco , życzę miłego wieczoru i do usłyszenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz